Jachtserwis.pl - Portal Żeglarski - Rejsy
Rejsy

Rejsy

Na 10 dni przed planowanym startem wyprawy "Non-stop dookoła kontynentu Antarktydy wzdłuż i na południe od 60° szerokości geograficznej południowej" do V & A Mariny w Kapsztadzie przybyła już cała załoga jachtu "Katharsis II".

informacja prasowa AntarcticCircle60s.pl

zaloga katharsis ii

Przygotowania do wyprawy idą pełną parą od rana do wieczora. Cała dziewięcioosobowa załoga żyje zbliżającym się rejsem. Tymczasem w marinie dominuje atmosfera wyścigów i regat. Ostatni finał przygotowań wyprawy w porcie jachtowym w Kapsztadzie zbiegł się z pobytem ekip słynnych regat Volvo Ocean Race. Nieopodal "Katharsis II" stoją wspaniałe maszyny regatowe.

Podczas, gdy polska załoga szykuje na swój rejs ciężkie żagle oraz zwozi i przygotowuje prowiant na kilka miesięcy, załogi regatowe VOR polerują burty i przeglądają lekkie spinakery. Wszystkie zespoły mijają się codziennie i serdecznie pozdrawiają. Żeglarstwo łączy!

W piątek 8 grudnia odbyły się widowiskowe regaty na akwenie blisko portu. Załoga "Katharsis II" oderwała się na chwilę od prac na pokładzie i popłynęła jachtowym pontonem na zewnątrz portu, by pokibicować załogom Volvo podczas wyścigu portowego.

W roku 2017 minęła setna rocznica urodzin Leonida Teligi, który przyszedł na świat 28 maja 1917 r. Z tej okazji postanowiliśmy przypomnieć sylwetkę tego wielkiego żeglarza, wieloletniego członka zespołu redakcyjnego "Żagli", który jako pierwszy Polak i pierwszy Słowianin okrążył samotnie ziemię pod żaglami, wpisując się na bardzo krótką listę żeglarzy, którzy dokonali tego wcześniej. W środę 25 stycznia minęło równo 50 lat od rozpoczęcia wyjątkowej wyprawy na pokładzie "Opty".

Leonid Teliga urodził się 28 maja 1917 r. w Wiaźmie, w Rosji. Dzieciństwo i młodość spędził w Grodzisku Mazowieckim. Tu chodził do szkoły i tu obudziło się jego zainteresowanie żeglarstwem.

Wojenne losy

Aleksander Dobra - słynny kajakarz z Polic, który chce przepłynąć Atlantyk z Ameryki do Europy - dryfuje i czeka na pomoc, którą starają się zorganizować jego przyjaciele. Kontynuuje rejs do Lizbony, ale sytuacja jest poważna.

dobaIIIwyprawa

Trwa wyścig z czasem, bo choć prognozy pogody na najbliższe dni nie są złe, to sztorm wcześniej czy później nadejdzie. A bez steru może to oznaczać dla kajakarza olbrzymie kłopoty. Choć nikt nie chce nawet myśleć o najgorszym, to wszyscy zdają sobie sprawę z tego, w jak trudniej sytuacji znalazł się Aleksander Doba. I jak bardzo potrzebna jest pomóc, którą tak trudno zorganizować. Piotr Chmieliński - koordynator medialny wyprawy - stara się zaangażować armatorów, by załoga któregoś z przepływających statków udzieliła Polakowi pomocy. Koszty całej akcji mogą być jednak olbrzymie. Aleksander Doba wciąż liczy na to, że kajak uda się naprawić na oceanie z pomocą marynarzy i nie będzie musiał nadać sygnału SOS. W takiej sytuacji oznaczałoby to już podjęcie przez służby amerykańskie akcji ratowniczej, a w konsekwencji ratowanie tylko człowieka. Kajak OLO zostałby prawdopodobnie zatopiony, by nie stanowił przeszkody nawigacyjnej. W tej chwili Aleksander Doba znajduje się około 1000 mil morskich od wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Do Lizbony zostało mu 2000 mil morskich.

Aleksander Doba Le Conquet Francja

Aleksander Doba 16 maja wyruszył z Nowego Jorku, pokonał ponad 4 100 mil morskich i wreszcie - po niemal czterech miesiącach spędzonych na morzu - dopłynął do francuskiego portu. Podróżnik pojawił się u wybrzeża Francji już kilka dni temu - relacjonuje reporterka TVN24 Anna Kowalska - ale warunki atmosferyczne nie pozwalały mu na bezpieczne dotarcie do portu. Silny wiatr pokrzyżował plany Aleksander Doba wstrzymuje rejs. Sytuacja jest poważna, nadciąga sztorm Aleksander Doba... czytaj dalej » Według pierwotnych założeń Doba miał dotrzeć do portu w La Havre, czyli mieście przy kanale La Manche, następnie zmieniony plan zakładał Brest - duże portowe miasto w Bretanii, ostatecznie podróżnik dopłynął do małego portu w Le Conquet. Powodem zmiany celu był silny wiatr z południa,który uniemożliwiał dopłynięcie do Brestu. Doba wyruszył z Nowego Jorku 16 maja, czyli spędził na morzu ponad trzy miesiące i pokonał ponad 4100 mil morskich. Sam pan Aleksander przyznaje, że była to jego najlepsza i najciekawsza wyprawa. Aleksander Doba rozpoczął wyprawę życia Czuję się bardzo... czytaj dalej » Trzecia przeprawa Aleksander Doba to emerytowany inżynier mechanik, absolwent Politechniki Poznańskiej. Jego pierwsza wyprawa kajakowa z Afryki do Ameryki Południowej trwała 99 dni (2010-2011). Druga, z Europy do Ameryki Północnej - 167 (2013-2014). Ruszając w trzecią podróż liczył, że na Stary Kontynent dotrze przed 71. urodzinami, które obchodzi 9 września. Początkowo miał olbrzymie problemy spowodowane niekorzystną pogodą, ale po trzech tygodniach udało mu się wpłynąć na Golfsztrom - jeden z najsilniejszych prądów morskich na kuli ziemskiej. Tworzy coś w rodzaju rzeki płynącej przez Atlantyk z prędkością nawet czterech-pięciu węzłów (ok. 6,5 kilometra na godzinę). Ostatecznie podróżnik osiągnął cel podróży w zakładanym czasie. Próbę trzeciej przeprawy przez Atlantyk Doba podjął po raz pierwszy w ubiegłym roku. Wyruszył wówczas z amerykańskiego Jersey City. Plany pokrzyżowała mu jednak już na początku zła pogoda. Zatem wyprawa zakończyła się sukcesem przy drugim podejściu.

Maj 2017……kontynuacja wyprawy.

Start:  Leonardo State Marine, 7 maja 2017, o godzinie 20:57 czasu nowojorskiego, 00:57 czasu UTC, 02:57 czasu polskiego.

a doba 2017

rejs można śledzić na portalu   http://olo.navsim.pl/

 

30.05

Ileż trzeba mieć samozaparcia i cierpliwości oraz wewnętrznej siły, by psychicznie wytrzymać to co dzieje się w Zatoce Nowojorskiej. Stosunkowo lekki kajak, wystawiony na wiatr płynie tam, gdzie dosłownie wiatry go skierują. Po 14 dniach żeglugi Olek jest na tej samej długości geograficznej co 19 maja. To musi być bardzo frustrujące. Paradoksalnie jednak obniżając swoją pozycję bardziej na południe zbliża się do Golfsztromu. Taki wariant był rozpatrywany w jednym ze scenariuszy, by Olek zszedł aż w okolice 37 równoleżnika i tam wsiadł na główny prąd oceaniczny, bez pomocy którego nie uda się przepłynąć Atlantyku. Kajak Olka ma trzy „silniki” i „hamulec”. Pierwszy silnik to wiatr. Drugi to prądy oceaniczne. Trzeci to własne mięsnie i wiosło. Hamulcem jest dryfkotwa. Działanie mięśni zależy tylko od Olka. Ale nie na długo i nie jest on na tyle mocny, żeby przeciwstawić się silnikowi pierwszemu-wiatrowi. Niestety Olek wciąż nie może odpalić drugiego silnika, który ma to do siebie, że zawsze ciągnie w jednym kierunku. I to ciągnie mocno – Golfsztromu. Dopiero kombinacja wszystkich trzech oraz odpowiednio używanego „hamulca” może sprawić, że łódka będzie płynęła tam, gdzie chce sternik, a nie przyroda. Trzeci silnik jest… w zasięgu wiosła. Raptem „tylko” 75 mil morskich od Olka. Czy da radę? [Jacek Pietraszkiewicz – nawigator wyprawy]

24.05

Copyright © 2012-2024. All Rights Reserved.